Rafa koralowa w Egipcie

Rafa koralowa w Egipcie to główny czynnik powrotu do tego kraju. Podwodny świat ciągnął mnie ponownie, choć przyznaję, że raczej jestem – jeśli o wodę chodzi – strachliwa, co zresztą wyszło podczas pierwszego spotkania z głębią Morza Czerwonego. Serce nie sługa i nad strachem zwycięzca, i znów snurkowałam w czystych egipskich wodach podziwiając kolory, które skrywały. Prawdziwy cud – rafa koralowa w Egipcie!

rafa koralowa w Egipcie

Rafa koralowa w Egipcie

Rafa koralowa występowała przy hotelu. Można było podziwiać ją od razu z plaży lub zejść z pomostu. Ta oglądana na głębszych wodach była bardziej kolorowa, ukazująca przeróżne gatunki ryb i morskich stworzeń. Jednak nie zawsze dane nam było ją podziwiać w pełnej okazałości, bo podczas silnych wiatrów, a co za tym idzie morskich fal, pomost był zamknięty. I wtedy gdzieś zrodził się pomysł wyjazdu statkiem do Ogrodu Koralowego, by zobaczyć więcej rafy. Rafa koralowa w Egipcie przecież jest taka piękna.

Przygody wilka morskiego

Tytuł całkowicie przewrotny. Jestem zwykłym szczurem lądowym. Mam chorobę lokomocyjną, która na wodach jest milion razy aktywniejsza i gorsza, ale jak wszyscy jadą, to ja niczym muszkieter nagle zaczynam wyznawać zasadę „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. I tak oto po chwili siedziałam na statku z reklamówką z Biedronki, oddając do niej to, co wcześniej hotel mi w restauracji na talerzu podsunął, ale od początku…

rafa koralowa e Egipcie

Jednak przygody szczura lądowego

Wycieczkę kupiliśmy od rezydenta. Ogólnie nastawieni byliśmy na lokalne biuro, ale rezydent akurat miał promocję. Cała wyprawa wyglądała tak, że rano zabrano nas busem z hotelu do portu. Potem pontonem na statek i na morze. Na statku był lunch i cały czas dostępne napoje zimne i gorące. Ogólnie cała ekipa, która nami się zajmowała, była po prostu świetna.  Na statku wytłumaczono nam, jak całe snurkowanie podczas wycieczki ma wyglądać. Słowa słowami, ale rzeczywistość to dopiero potrafi człowiekowi dosolić…

Kamizelka ratunkowa mój wróg

Zakładamy płetwy, maski, rurki i do pontonu. Pontonem wywożą nas na środek morza i nagle nasz przewodnik odkrywa w sobie ducha Marines i każe nam wyskoczyć tyłem do wody. Wszyscy jak jeden mąż w niego zapatrzeni to robią, a ja siedzę i myślę w delikatnym słowa ujęciu: what the f..k?! Nie wiem, naprawdę do dziś nie wiem, co mnie pokusiło o zabranie kamizelki ratunkowej. Umiem pływać, woda cholernie słona, ale wpadłam na genialny pomysł, że przecież kamizelka mi pomoże. Nie mogłam wpaść na bardziej poronioną myśl, bo ta kamizelka omal mnie nie zabiła. Do wody zeszłam tradycyjnie bez popisów w stylu US Marines i zaczęłam płynąć. Oczywiście musiała mnie trafić fala, która kamizelkę zsunęła mi do góry, a ta przy okazji postanowiła mnie chyba zabić, bo zdjęła mi maskę, rurkę i za nic  w świecie nie chciała wrócić do swojego położenia. I tak oto walcząc z kamizelką patrzyłam, jak reszta spokojnie odpływa i podziwia rafę koralową. A ja walczę i walczę, aż w końcu jeden  z naszych przewodników pyta, czy wszystko ok. Nie! Nie jest ok!

rafa koralowa w Egipcie

Opita wodą, bez maski, z kamizelką, która cały czas mnie dusiła, stwierdziłam, że ja chcę na statek. Oczywiście można wrócić, ale trzeba wskoczyć na ponton. No gratulacje! Naprawdę mam wyskoczyć z rozbujanego morza z duszącą mnie kamizelką na ponton?! Ponoć wyskoczyłam jak delfinek. Nie wiem, skąd ta nagła siła i akrobatyczne wyczyny niczym z Mam Talent…

Skąd ta reklamówka? Z Biedronki!

Walka z falami i kamizelką całkowicie mnie wypompowała. Reszta wróciła na statek. I popłynęliśmy w kolejne miejsce. Boże! Ja nie wiem, czym zgrzeszyłam wtedy, ale fale stawiały statek w pionie. Bujało przeokropnie. Woda lała się na pokład. Nie wytrzymałam długo, pomimo że zjadłam z pięć aviomarinów. Z pomocą przyszła mi wspomniana reklamówka Biedronki. I tak jakiś 20 minut spędziłam z nią w bliskim kontakcie. Na pocieszenie dodam, że nie tylko mnie morze pokonało, ale połowę uczestników. Kiedy dopłynęliśmy do kolejnego miejsca snurkowania, ja się poddałam. Nie miałam siły walczyć znów z kamizelkami, pontonami, falami.  Zostałam więc na statku.

Widzę ląd!

Ogólnie zejść było trzy. Ja już pozostałam na statku, przyklejona do ławeczki, przytulona do reklamóweczki, w towarzystwie panów opiekujących się statkiem i pewnie mających ze mnie niezły ubaw. W tym miejscu wspomnę tylko, że bohaterem jednogłośnie został uznany kamerzysta, wyposażony poza GoPro w rurkę, maskę i płetwy, który towarzyszył wszystkim snurkującym. Potrafił „zawisnąć” nieruchomo pod wodą, nagrać przepływających turystów, zejść na dno, by zrobić zbliżenie na rafę i żyjące w niej zwierzęta, uświadomił nam, co znaczy zwrot „pływać jak ryba”.

Kiedy w końcu tortury Posejdona się skończyły i wróciliśmy do hotelu, przez kolejne dwa dni miałam wrażenie, że mną buja na wszystkie strony i nie chodzi mi  w ogóle o dostępność trunków w all inclusive.

Nurkowanie

Sama na nurkowanie się nie odważyłam, ale skorzystał mój mąż i był zachwycony. Nurkowanie miał zorganizowane przez biuro 3Will z Marsa Alam, które z całego serca polecamy. Szybki i bezproblemowy kontakt. Cały czas opieka instruktora (w tym przypadku była to Polka, Ewelina), szkolenie na miejscu i niezapomniane przeżycie, które chce jeszcze kiedyś z 3Will powtórzyć.

Informacje praktyczne Ogród Koralowy:

    • lepiej zabrać swój sprzęt do snurkowania, na statku można wypożyczyć, ale ze względów higienicznych odradzałabym to
    • na statku były napoje, więc nie trzeba brać ich z hotelu
    • na statku podano także lunch
    • chociaż wycieczka była od polskiego rezydenta Itaki, to odbywała się po angielsku
    • na koniec można było zakupić płytę z nagranymi filmami ze snurkowania i zdjęciami (koszt 35 $)
    • wycieczka całodzienna
    • trzy zejścia do wody

Informacje praktyczne nurkowanie 3Will:

  • podwójne intro koszt 70 Euro
  • zapewniają dowóz  z hotelu i do hotelu
  • my kontaktowaliśmy się mailowo
  • cały sprzęt udostępnia 3Will

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o