Podsumowanie roku 2018

Jaki był rok 2018? Gdybym miała określić go jednym słowem, to intensywny. Mam wrażenie, że uciekł mi między palcami, że był jakiś krótki. Dni, tygodnie, miesiące mijały tak szybko. Był intensywny, bo widziałam dużo nowego, odwiedziłam ponownie stare miejsca, stanęłam na czterech kontynentach, próbowałam nowych rzeczy, poznałam nowe smaki i zakończę go – przynajmniej na to wszystko wskazuje – z przytupem.

Podsumowanie roku 2018 – kolekcja wspomnień zima/wiosna

W styczniu z grupą przyjaciół polecieliśmy do Londynu. Oprócz starych dobrych zabytków i wydreptanych już przez moje nogi dróg szukaliśmy czegoś nowego, miejsca, w którym jeszcze nie byłam. I tak pierwszy raz podziwiałam panoramę Londynu ze Sky Garden —> TUTAJ.

Luty był u nas miesiącem Azji. Na pierwszy ogień poszła Tajlandia z Bangkokiem na czele. I chociaż nigdy nie byłam jakaś na Azję nakręcona, to przepadłam — > TUTAJ. Moje kubki smakowe powariowały ze szczęścia —> TUTAJ, oczy zbielały od widoków kolorowych świątyń —> TUTAJ. Nigdy nie przypuszczałam, że będę tak dobrze czuć się w tym hałaśliwym, zakurzonym mieście! I co najważniejsze przysięgłam sobie tam wrócić i pochłonąć więcej Tajlandii. Na samą myśl o Bangkoku kiedyś zrobiłabym pewnie grymas. Dziś przebieram nóżkami, oczy błyszczą i najchętniej poleciałabym tam ponownie od razu.

Na drugi ogień poszło Phuket. Dlaczego tam? Tylko i wyłącznie dla słoni —> TUTAJ i plaż jak z bajki —> TUTAJ. Chociaż Phuket jest bardzo turystycznym miejscem, to nawet tam udało nam się znaleźć spokój, wyciszenie i przede wszystkim udało się nacieszyć słońcem.

Ostatni w azjatyckiej podróży, ale nie mniej ważny Singapur —> TUTAJ. Szok! Tak opisałabym to miasto-państwo. Sama do dziś nie potrafię określić, jakimi uczuciami to miasto darzę. Z jednej strony nieziemsko nowoczesny, jakby z przyszłości. Z drugiej budzący strach, stanowiący ułudę. Zdecydowanie mogę stwierdzić, że rok 2018 był rokiem Tajlandii. Już dawno nic tak jak ona skradło mi serca.

Podsumowanie roku 2018 – kolekcja wspomnień wiosna/lato

W maju zrobiliśmy sobie weekendowy wypad nad morze. Bałtyk o tej porze był spokojny. Pogoda dopisała. Nie było tego typowego dla polskich miejscowości nadmorskich chińskiego kiczu i hałasu, a gofry za to były wyborne. Zanim jednak trafiliśmy nad polskie morze, polecieliśmy znów z grupą przyjaciół do Portugalii. Zwiedziliśmy Lizbonę —> TUTAJ i Porto —> TUTAJ. Moim faworytem okazało się Porto. Co z Portugalii zapamiętam na długo? Niezliczone górki i pagórki, piękne widoki na miasto, białe domki, czerwone dachówki, najlepsze owoce morza i wino, które zarwało mi walizkę 😀

Czerwiec zdecydowanym miesiącem przygód! Dlaczego? Ponieważ jeszcze nigdy tyle nieszczęścia i szczęścia nie spadło na mnie w tak małej ilości dni. Rezultatem tych przygód, czyli zupełnie nienudnego wyjazdu do Londynu, jest ten wpis na Facebooku —> TUTAJ. W skrócie – kolejna wyprawa do Londynu, której głównym założeniem było zwiedzanie muzeów, zakończyła się… hmm, ciężko to określić jednym słowem. Cóż, wydaje się, że nie wyjechaliśmy ze stolicy Wielkiej Brytanii po angielsku, a raczej we włoskim stylu 😉 Ale w tym całym zamieszaniu najbardziej godny uwagi jest fakt, że muzea rewelacyjne. Po pierwsze polecam Muzeum Historii Naturalnej. Poza tym Galerię Narodową oraz Muzeum Brytyjskie. Również w czerwcu udało nam się zdobyć wizę do Stanów Zjednoczonych i spędzić cudowny dzień w Kazimierzu Dolnym.

Długi weekend sierpniowy oznaczał tylko jedno. Jedziemy nad morze. Tym razem Międzyzdroje. Scenariusz w naszym przypadku wygląda ostatnio bardzo podobnie: pomysł, plan, grupa chętnych i realizacja. Lato nad Bałtykiem. Wszystko to, co tygryski lubią najbardziej, gwarno, drogo i po raz chyba pierwszy w historii upalnie! Były gofry, były kąpiele w  morzu, były spacery i rybka najmniejsza a najdroższa. Idealne wakacje!

Podsumowanie roku 2018 – kolekcja wspomnień jesień

We wrześniu polecieliśmy do Egiptu. Tym razem Marsa Alam. Były to typowe wczasy all inclusive —> TUTAJ. Wyjazd pełen wrażeń na lądzie —> TUTAJ i pod wodą (chociaż dla mnie to na wodzie) —> TUTAJ. Egipt jak żaden inny kraj naładował mnie pozytywną energią, dodał takiego wigoru, że przetrwałam bez wyjazdów aż do grudnia, a to w moim przypadku rzadkość.

Podsumowanie roku 2018 z innej strony

Co oprócz podróży spotkało mnie w 2018 roku? Był pewien wielki szok i niedowierzanie, ale zupełnie niezwiązany z podróżniczą stroną mojego życia. Było trochę walki zdrowotnej (ach, te hormony, które kradną mi życie). Były świetne książki podróżnicze: Karolina Ponzo i jej „Podróż Dziewczyny Spłukanej”, Tony i „Bunkrów nie ma”, Adam Bielecki i „Spod zmarzniętych powiek”. Kilka kolejnych pozycji leży i czeka na swoją kolej, m.in. Marek Pindral ” Chiny od góry do dołu”, Asia i Adam Dzieliccy „Na Nowej Drodze Życia”, Tomasz Michniewicz „Chrobot”. Przybyło magnesów. Była również walka z kradzieżą konta na Instagramie. Była wiza do USA i jako jej rezultat były wielkie podróżnicze wygrane, które pozwolą mi zakończyć 2018 i wstąpić w 2019 na kolejnym kontynencie. Rok 2019 zdecydowanie będzie należał do USA.

Skąd prześlę Wam kolejne pozdrowienia? Wygląda na to, że będą to Hawaje, bo… marzenia są po to, aby je spełniać.

podsumowanie roku 2018

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
3 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
magneszpodrozyMartyna SoulKatarzynaMarcin Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marcin
Gość
Marcin

Rozumiem, że w grudniu się już nic nie zanosi, bo zazwyczaj podsumowania czytam w styczniu 🙂
Z opisu widać, że ten rok był bardzo udany… a mnie najbardziej podobało się Twoje lato 🙂
W nadchodzącym roku życzę Tobie oraz sobie równie atrakcyjnego roku turystycznego i być może do zobaczenia na turystycznym szlaku 😉

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Sporo się tego nazbierało, mam nadzieję, że plan na następny rok już gotowy;)

Martyna Soul
Gość
Martyna Soul

Odbyłaś piękne podróże w 2018. Ja po Tajlandii również załapałam bakcyla na Azję i chciałabym wrócić. Co do sanktuariów dla słoni – byłam również w takim miejscu, ale po raz ostatni. To również jeden wielki tajski biznes. Fakt – słonie na pewno mają tam lepiej, ale nie sadzę, aby chlapiące je wodą tłumy ludzi i ciągłe karmienie arbuzami itp sprawiało im przyjemność. Zmieniłam zdanie co do sanktuariów czytając też sporo informacji na ten temat. Kwestia słoni w Azji to temat bardzo trudny i opiewający w wiele dylematów moralnych. Życzę cudownych podróży w roku 2019. Pozdrawiam.