Bangkok – pływający targ Taling Chan

Pływający targ to coś, co trzeba zobaczyć podczas pobytu w Tajlandii. My wybraliśmy się z samego rana na Taling Chan. Uderzyło nas to, że było bardzo dużo lokalnych osób, turyści napłynęli dopiero w późniejszych godzinach. Na targu przede wszystkim można dobrze zjeść. Z łódek sprzedawane są pyszne ryby, krewetki, nawet całe dania. Pośród stoisk z kolei można zjeść lody, naleśniki, popróbować lokalnych słodkości, owoców, soków oraz zaopatrzyć się w pamiątkę z podróży. Ceny przyzwoite (ryba widoczna na jednym z poniższych zdjęć kosztowała ok. 20 zł i spokojnie wystarczyła dla dwóch osób, a na myśl o jej smaku do dziś napływa do ust ślinka 😉 ), mało turystów, jest swojsko, kolorowo, egzotycznie. Ostrzegam, szybko stamtąd nie wyjdziecie.

Przechadzaliśmy się pośród stoisk, potem po pomoście, podziwiając Tajki na swoich łódko-kuchniach, próbując nowych smaków, zachwycając się barwami dań na talerzu, chłonąc atmosferę targu.

Na koniec za powalającą cenę 8 zł od osoby popłynęliśmy kanałem zobaczyć okolicę. Muszę przyznać, że nie żałowaliśmy tego, bo podziwianie domów na wodzie, widok ogromnych ilości ryb w kanale, samego kanału i świątyni z cmentarzem, którą mogliśmy zwiedzać na końcu, było niesamowitym przeżyciem. Dla mnie pobyt na pływającym targu to kwintesencja Tajlandii, jej smaku, życia codziennego.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o