Bangkok – pierwsze wrażenie plus ceny, koszty, porady, opinie

Bangkok jest brudny. Bangkok jest brzydki. Bangkok przytłacza hałasem. Bangkok zatyka płuca kurzem. Czasami śmierdzi. Bangkok jest przeciwieństwem pięknych miast z okładek turystycznych folderów, a ja… przepadłam! Wpadłam jak śliwka w kompot.
Unikałam Azji jak diabeł święconej wody. Kiedy miałam wrażenie, że dosłownie wszyscy tam jadą, ja z utęsknieniem patrzyłam na mapę Afryki. Los przekorny jednak rzucił mi wyzwanie.

 


Pierwsze wrażenie 
Zabukowaliśmy bilety z promocji lotniczej i odliczaliśmy dni do wizyty w Tajlandii. Plan zakładał kilka dni w Bangkoku, potem lot Air Asia na Phuket i wizyta w Sanktuarium Słoni, trochę plażowania,  następnie lot do Singapuru i powrót do Bangkoku. Chyba pierwszy raz w życiu udało nam się zrealizować plan od A do Z. No, nie wliczając zawirowań z linią lotniczą.
Bilety mieliśmy zarezerwowane liniami lotniczymi Ukrainian International Airlines. Dwa dni przed wylotem poinformowali nas, że mają overbooking i zamiast lecieć Warszawa – Kijów – Bangkok, polecimy Warszawa – Frankfurt liniami Lufthansa, a potem Frankfurt – Bangkok liniami Thai Airways. Przyznaję, lepszy prezent nie mógł nas spotkać. Obie linie o niebo lepsze niż UIA, godziny lotu bardziej nam odpowiadały i oczywiście nie sposób zapomnieć o komforcie lotu – pierwszy raz Airbusem!

 

 

W Bangkoku uderzyła mnie na dzień dobry ogromna duchota, która nie opuszczała mnie przez całe dwa tygodnie, męczyła i dręczyła każdego dnia. Odstaliśmy swoje po pieczątkę do paszportu, szybka przebierka w letnie ciuchy, zakup biletu (bardziej żetonu) na pociąg i ruszamy do centrum. Wychodzimy na ostatniej stacji. Łapiemy taksówkę, w której brudzę się niemiłosiernie i docieramy do hostelu prowadzonego przez… Włocha. Meldunek, zostawiamy walizki i ruszamy w miasto. Na pierwszy ogień idą świątynie. Właśnie w momencie spaceru do pierwszej  z nich  zdaję sobie sprawę, że ubrudziłam się w taksówce, do hostelu wracać mi się nie chce, bo szkoda czasu. Ledwie oddycham! Pot dosłownie leje się strumieniami. Nigdzie jeszcze tak mnie nie zabijała mieszanka temperatury, pyłu, kurzu i wilgoci. Nawet podczas wchodzenia na Morro dois Irmaos. Na nogi postawiła mnie zimna coca-cola, woda prosto z kokosa i Tom Yum za całe 50 bahtów. I taka brudna, ulepiona od kurzu i potu, patrząca na pałeczki i chińską łyżkę nad parującą, ostrą jak diabli zupą, zdałam sobie po raz pierwszy sprawę, że choć Bangkok jest brudny, zakurzony, zaśmiecony, hałaśliwy i duszący, to działa jak magnes. Nie można się oderwać. Pochłania w całości.

Niby chcesz go znienawidzić i uciec, ale nie możesz, uzależniasz się bardziej i bardziej od tego, co w innym miejscu bym po prostu odepchnęła. I przepadasz. Na zawsze. I wiecie, co ja teraz robię? Ja, która jeszcze nie tak dawno na propozycję wyjazdu do Azji, pukałam się w czoło? Planuję kolejny wyjazd i to koniecznie z Bangkokiem na czele. Wiem, że zawsze na liście marzeń Azja była, szczególnie Indie, Tajlandia też się przewijała, ale nigdy nie miałam takiego parcia, aby już tam jechać, a właśnie w Bangkoku czułam się niesamowicie dobrze. Z tymi wszystkimi wadami, a ma ich sporo, i tak towarzyszyły mi same dobre myśli. Rio było piękne, cudownie położone, Paryż wywarł na mnie wrażenie, Alicante wspominam z ogromnym sentymentem, ale nigdzie nie było takiego klimatu miasta, jak w Bangkoku. Nie mogę słowami opisać, to się po  prostu czuje. I choćbym jechała w tysiąc innych miejsc i przeżyła kilka uniesień, to i tak nie wyprę się jednej jedynej myśli, jednego, jedynego uczucia. Już na zawsze część mnie zostanie w Bangkoku. Podkreślam w tym miejscu jedno: to są moje odczucia jako turystki. Nie będę się wymądrzać, jakbym tam latami mieszkała, ale jako turystkę miasto szczerze mnie zauroczyło.

 

 

 

 

Ceny, koszty
Przykładowe ceny, czyli te, które udało mi się spamiętać, bo nigdy nie pomyślę, aby je spisać albo sfotografować 😀 [luty 2018- przy czym najdroższe zawsze w miejscach typowo turystycznych i w restauracjach, najtańsze z budek na ulicy, targach]
– zupy 40-100 bahtów
– Mango Sticky Rice 50 bahtów

– Phad Thai 40-80 bahtów
– woda prosto z koksa 25-50 bahtów
– mangostan – 50 bahtów/kilogram (lokalny targ, w miejscach turystycznych nawet 120 bahtów/kg)
– kiść bananów 11szt. 10 bahtów (lokalny targ)
– Papaya Green Salad 50-80 bahtów
– Green Curry 80-120 bahtów
– mango ananas, arbuz, mix owoców w woreczku albo kubku 20-25 bahtów
– lody kokosowe 25-50 bahtów

– szaszłyki z kurczaka 10 bahtów
– kebab z kurczaka w tortilli z warzywami i sosami 60 bahtów
– durian na tacce – cena zależy także od wielkości, ale wahają się od 150-350 bahtów
– piwo Chang duże (620 ml) – „na mieście” 80-120 bahtów, w Seven Eleven około 60 bahtów.
– skorpion 60 bahtów
– zdjęcie poniższych „przysmaków” – 10 bahtów, jeśli kupujesz to zdjęcie w cenie

– drinki w barze (promocja 3 w cenie 2) 300 bahtów
– Lebua drinki dla dwóch osób UWAGA ponad 1600 bahtów!!! o tym wydarzeniu będzie osobny wpis
– ryba na pływającym markecie – spokojnie wystarczyła dla 2 osób – 200 bahtów

– masaż stóp – 0,5h 120-150 bahtów, godzina 200-250 bahtów
– masaż tajski – 0,5 h 120-150 bahtów, godzina 200-250 bahtów
– bilet z lotniska Suvarnabhumi do stacji Phaya Thai w postaci żetonu 45 bahtów
– świątynie: Wat Pho 100 bahtów, Królewski Pałac i Szmaragdowy Budda 500 bahtów, Wat Saket (Złota Góra) – 50 bahtów, Wat Arun – 50 bahtów

– rejs po kanale przy okazji pobytu na pływającym targu Taling Chan – 69 bahtów
– tajska karta sim, bez której nie wyobrażaliśmy sobie funkcjonowania – my skorzystaliśmy z sieci AIS i oferty TRAVELLER SIM za 299 bahtów, w cenie 3 GB internetu ważne przez 7 dni, a na karcie zostaje 100 Bahtów, które można wydać na SMS-y, telefony lub (tak jak my) na przedłużenie pakietu danych. Zasięg bardzo dobry, zarówno w Bangkoku, jak i na Phuket.


Noclegi
Noclegi najczęściej rezerwuję przed wyjazdem poprzez internet. Jako że nazajutrz po przylocie do Bangkoku przenosiliśmy się na Phuket wieczornym lotem, wynajęliśmy pokój w D & N Hostel. Hostel oferował dość podstawowe wyposażenie oraz śniadanie w postaci ciasta, soku i kawy. Pokój z łazienką kosztował 850 bahtów. Leży zaledwie 10 minut spacerem od Khao San Road oraz kwadrans od świątyni Wat Pho i Wielkiego Pałacu Królewskiego.
Na kolejny pobyt po powrocie z Singapuru wybraliśmy inną część miasta i dobrze oceniany Urban Hostel Bangkok. Noszący dumną nazwę „Superior Double Room” pokój z łazienką, osobnym tarasem i widokiem na Lebua kosztował 1100 bahtów za noc. Stąd można było po krótkim spacerze dotrzeć do Lebua, stacji metra oraz dworca kolejowego, W promieniu półgodzinnego spaceru leży też Chinatown, Lumpini Park oraz Patpong Night Market. Hotel oferuje też transfer na lotnisko (500 bahtów).

7eleven
– coca – cola 0,5l ok. 20 bahtów
– chińskie zupki w kubku 10 bahtów – sprawdziłam z ciekawości i o niebo lepsze, jak te popularne u nas
– babeczki 2szt. pakowane 18 bahtów
– chipsy średnia paczka 20-30 bahtów
– piwo Chang butelka 0,6l 56 bahtów

Porady, opinie 
W Tajlandii obowiązuje częściowa prohibicja i alkohol można kupić w określonych godzinach, czyli od 11:00 do 14:00 i od 17:00 do 24:00.
Do świątyń, a zwłaszcza do Pałacu Królewskiego, wymagany jest odpowiedni strój, czyli przykryte ramiona i zakryte kolana. Przy wejściu do Pałacu Królewskiego bardzo tej reguły przestrzegano. Na terenach należących do świątyń są darmowe toalety oraz darmowa woda pitna. Dress code obowiązuje także na wejściu do Lebua. Mężczyznę obowiązują długie spodnie, koszula, zakryte buty. Na kobiety bardziej przymykano oko, co prawda też musi mieć elegancki strój, ale o ile nie wpuszczono panów w sandałach czy krótkich spodenkach, to panie były w adidasach czy japonkach, często w stroju bardziej nadającym się na siłownię niż do eleganckiego baru.
Bangkok to najsmaczniejsze miasto, w jakim byłam. Ogrom owoców, ogrom zup, dań z warzywami i przepysznych deserów. Najlepsze mango na świecie, owocowe odkrycie smakowe, czyli mangostan. W Bangkoku można jeść non stop! Foodgazm gwarantowany.

 

Tylko raz taksówkarz zaproponował nam niewłączanie taksometru, ale nie daliśmy się przekonać i postawiliśmy na swoje. Taksówki w Bangkoku są tanie. Jeździliśmy nimi bardzo często, dostaliśmy się wszędzie bez problemu, jest ich też bardzo dużo, więc nawet na odludziu udawało się je złapać. Wspomniany wyżej taksówkarz chciał nas zawieźć za 200 bahtów, ale po naszej interwencji, z taksometrem wyszło… 100 bahtów. Zatem nie słuchajcie, że bez taksometru będzie taniej. Warto też włączyć sobie  w telefonie nawigację, wtedy widzi, że macie wszystko pod kontrolą i odechciewa się oszustwa. Za tzw. trzaśnięcie drzwiami naliczane jest 35 bahtów, potem około 5 bahtów za km, choć to jest zmienne w zależności od długości trasy i czasu jazdy. Taksówki na lotnisko przeważnie kosztują 500 bahtów. Zdarzało nam się, że taksówkarz często dzwonił do naszych hosteli i pytał, jak tam dojechać.

Tuk tuk to popularny i dający niespotykaną radość z jazdy (cieszyłam się jak dziecko) środek transportu, ale też dwa razy droższy od taksówki. Sprawdziliśmy i w jedną stronę jechaliśmy do wybranego punktu taksówką, koszt równe 100 bahtów, powrót tuk tukiem i koszt 200 bahtów.

W Tajlandii walutą jest baht. My część gotówki wymieniliśmy w kantorze w Warszawie. Zdarzyło nam się płacić kartą ING (Visa) i BGŻ BNP Paribas (Mastercard) i to po bardzo korzystnym kursie, szczerze będę chwalić ING, bo to pierwszy raz używamy ich karty za granicą i zawsze przewalutowanie jest korzystne. Gotówkę można też wypłacić w licznym bankomatach (tutaj użyliśmy karty BGŻ), naliczono co prawda 220 bahtów opłaty, ale nawet po dodaniu jej kurs wyszedł korzystniejszy niż w kantorze w Polsce. Wymienialiśmy też dolary singapurskie w Bangkoku w kantorze na bahty i bardziej opłaciło się to zrobić tam niż w Warszawie z powrotem na złotówki, bo przelicznik był tak korzystny. W Bangkoku w kantorach bez problemu idzie wymienić dolary czy euro na bahty.

 

Bardzo dużą popularnością cieszy się restauracja, choć to może za duże słowo, Jay Fai (bohaterka na zdjęciu powyżej w… goglach). Ktoś z Was, kto ma Netflixa, być może natknął się na program „Sombody Feed Phil”, gdzie gospodarz programu zwiedza wybrane kraje, ale przede wszystkim je smakuje. W odcinku poświęconym Tajlandii był właśnie we wspomnianej knajpce i my postanowiliśmy się tam udać. Na dzień dobry przywitały nas tłumy oczekujących i lista rezerwacyjna. Dobra, zdradzę od razu tajemnicę, nie udało nam się tam dostać. Nie wiemy więc, czy faktycznie jedzenie jest tak pyszne, jak we wspomnianym programie przeżywano, ale wiemy jedno: porcje są ogromne, polski sanepid zamknąłby to miejsce od razu i ceny są jak na Bangkok wysokie, ale klienci wychodzili zadowoleni i bardzo Jay Fai dziękowali.

 

 

Szczepienia i apteczka, czyli jak się nie pochorować i od nadmiaru leków nie zwariować. Pierwszą rzeczą były przewijające się informacje w internecie, jakoby nie można było brać leków na receptę czy bez oryginalnych opakowań. Ja brałam po blistrze lub dwóch: antybiotyk, dość mocny lek przeciwbólowy (wydawany na receptę), maści na stłuczenia, na ukąszenia, z witaminą A, lek na biegunkę, probiotyk, tabletki na ból gardła, plastry. Nikt nigdzie mi się do apteczki nie przyczepił. Miałam to szczęście, że nie korzystałam  z niczego w niej zawartego. Jedliśmy wszystko i wszędzie. Wodę piliśmy butelkowaną, z kokosa oraz colę, ale piliśmy też drinki z lodem. Nie mieliśmy ani razu ani jednej rewolucji żołądkowej.
Wzięliśmy ze sobą dość mocny deet na komary głównie  z myślą o Phuket i słoniach, ale tak jak nie gryzły mnie komary, tak tylko jak się Muggą popryskałam, to mnie pokąsały. Ja chyba muszę iść na jakieś badania, nie wiem, do NASA chyba, bo to tylko świadczy o mojej kosmicznej naturze Powiedzcie sami, środek ma być ANTY komary, ma mnie nic nie gryźć, a wtedy wszystko leci na mnie jak nastolatkowie na Pamelę Anderson w 93 😀 Na innych jednak działa rewelacyjnie. Komary napotkaliśmy tylko na Phuket wracając z Surin Beach i u słoni, ale nie były to jakieś chmary owadów, a kilka zabłąkanych sztuk, polujących akurat na mnie.
Szczepienia należy przeprowadzić odpowiednio wcześnie w specjalistycznych placówkach, gdzie można zapoznać się z listą szczepień zalecanych do danego kraju i obowiązkowych. Ja zaszczepiłam się przeciw WZW A i B, ale to już dwa lata temu. Nie tylko pod wyjazdy zagraniczne, a także dla bezpieczeństwa w kraju. Poza tym nie szczepiłam się na nic innego, ale jadąc do Tajlandii na liście zalecanych jest oprócz wymienionych wyżej WZW jeszcze dur brzuszny.

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
magneszpodrozyGrzegorz/ Podróże bez ości.plKaska22Kamomil Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kamomil
Gość

Kusi mnie ten Bangkok a po takim wypisie to już w ogóle :))

Kaska22
Gość

Tym wpisem mnie również zachęciłaś do Bangkoku. Też byłam przeciwna wyjazdu do tego miejsca. Planuje teraz jechać do Kambodży z https://feelthetravel.pl/kierunki/kambodza/. Ale w przyszłym roku, kto wie, może wybiorę Bangkok. Dzięki i pozdrawiam. 😉

Grzegorz/ Podróże bez ości.pl
Gość

Fajny wpis 🙂 Lubię Bangkok, gdyż dobrze się tam czuję. Póki co byłem tam dwa razy, ale myślę, że jeszcze tam wrócę chociaż na kilka dni.