Bangkok – Lumpini Park

W poprzednim poście pisałam, że Bangkok to bardzo betonowe miasto. Raczej nie uraczysz zielonych widoczków. Taką zieloną oazą miasta jest Lumpini Park, często nazywany „bangkockim Central Parkiem”. Nowy Jork jeszcze przede mną, więc sama nie będę tych parków porównywać, ale na pewno jedna rzecz, a właściwie zwierze wyróżnia Lumpini Park spośród innych, i o tym będzie ten post.

Pomimo drzew, cienia palm w parku i tak było bardzo duszno. Przechadzaliśmy się leniwie wyznaczonymi ścieżkami, raz po raz na chwilkę siadając w miejscach do pikników. W parku panowała cisza, kilka osób biegało, jedna zaciekle ćwiczyła na siłowni, młoda mama bawiła się  z dziećmi na placu zabaw, jakiś pan grabił trawnik, a drugi uciął sobie drzemkę pod drzewem i to właśnie obok tego drzewa dostrzegliśmy coś jeszcze, mianowicie dużego… warana.

 

 

 

 

 

Okazało się, że po parku przechadzają się nie tylko spragnieni zieleni mieszkańcy, czy turyści, ale też warany. Jedne mniejsze, drugie ogromne, przeważnie skrywają się przy drzewach lub spacerują koło zbiornika wodnego. Jednocześnie są niesamowite, piękne i za razem przerażające. Podziwiam pana śpiącego na trawce pod drzewem. Ja po ujrzeniu „bestii” w życiu bym nie ucięła sobie tam drzemki, ale może jestem zbyt strachliwa.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz