Amsterdam – jednodniówka

Choć Amsterdam nigdy nie był na mojej podróżniczej liście marzeń, to kiedy pojawiła się okazja zobaczenia stolicy Holandii, nie mogłam nie skorzystać. Mieliśmy sporo godzin na zwiedzanie miasta w trakcie przesiadki między lotem powrotnym z Rio a wylotem od Warszawy. Amsterdam chciałam zobaczyć tym bardziej, że czytałam i słyszałam skrajne opinie. Od popadających w zachwyt, że miasto romantyczne, ładne, same malownicze uliczki, mosteczki i kanały, do takich głoszących że miasto, dosłownie, jest zarzygane, zasikane i śmierdzące marihuaną, ohydne i niewarte uwagi, a rowerzyści nie widzą nic i nikogo poza czubkiem swojego nosa. Jaka jest moja opinie? Cóż…

…jest ładne, ma swój urok, nie widziałam ani nie wdepnęłam w żadne fizjologiczne rzeczy, nikt mnie nie rozjechał, ale śmieci trochę było, zwłaszcza koło słynnego napisu. Na kolana nie rzuca, widziałam ładniejsze europejskie miasta, ale nie można go nazwać brzydkim czy nieciekawym. Na pewno jest miastem bardzo zróżnicowanym pod względem pochodzenia i kultury mieszkańców, co widać na każdym kroku. Nie będę pisać: zobaczcie to czy tamto, nie pomijajcie tego czy tego. To tylko jeden dzień. Po prostu dajcie się ponieść miastu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nasz główny cel zwiedzania to zobaczyć kanały, rowery, poszwendać się po uliczkach, zrobić zdjęcie pod słynnym napisem i koniecznie zjeść frytki z majonezem. Odpuściliśmy dzielnicę czerwonych latarni, bo czasu jednak aż tak dużo nie mieliśmy, a po drugie jakoś nas tam nie ciągnęło.

 

 

 

 

 

Z lotniska Schiphol połączenie do centrum jest bardzo dobre. Wszystko dokładnie i czytelnie oznaczone, pomimo że port lotniczy przeogromny. Jechaliśmy pociągiem ze stacji Schiphol (nawet nie trzeba wychodzić  z lotniska) do centrum około 30 min, a pociągi kursują co 15 min. Bilet kupuje się w żółtych automatach, ale trzeba mieć bilon lub kartę kredytową. Naszych rodzimych kart bankomatowych (ING, WBK) automat nie przyjmował, ale kiedy zaznaczyliśmy, że to kredytówka (dopłata do karty kredytowej wynosi 0,50 euro/bilet) ta sama karta oczywiście nagle zaczęła działać. Bilet w jedną stronę kosztuje coś koło 4,20 euro. Opłaci się brać od razu powrotne. Piszę „coś koło”, bo tak nakręciliśmy, tyle razy robiliśmy anuluj – zatwierdź, że już sama nie pamiętam, a bo to karta nie działała, a to bilonu za mało, a to znów opłata za kredytową… I jeszcze jedna bardzo ważna informacja, uczcie się na naszych błędach. W pociągu są monitorki, które wyświetlają nazwę następnej stacji. Nie można w elektronikę wierzyć całkowicie, bo można przez to przegapić wyjście z pociągu i przepadnie bilet, trzeba kupić następny, najecie się nerwów, bo odlot za godzinę, a jeszcze trzeba przejść kontrolę bezpieczeństwa, która w Amsterdamie jest sto razy wolniejsza, dokładniejsza niż gdziekolwiek indziej. A dlaczego tak? Ano monitorek zaciął się na nazwie stacji „Lelylaan” i my oczywiście nie zwróciliśmy uwagi, że za oknem jest wielki napis Schiphol Airport. Efekt – trzeba było wysiąść na następnej stacji, kupić bilet, przejść przez bramki, złapać następny pociąg i wrócić, a potem to już tylko „run Forest, run”, bo czas goni, a samolot gotowy do drogi. Ale, co zobaczyłam i przeżyłam to moje 😉

 

A zobaczyłam kanały, rowery, malownicze kamienice. Zjadłam przeogromne frytki z majonezem, których waga chyba oscylowała koło kilograma (5 euro). Mam zdjęcie pod napisem „I amsterdam”. Kupiłam sery, tulipanki i naoglądałam się miliona rowerów.

 

6 komentarzy

  1. Frytki w Amsterdamie to coś, co chodzi za mną od dłuższego czasu.:D Ostatnio już prawie kupowałem bilety lotnicze, ale po chwili ceny noclegów mnie trochę zniechęciły i tak pod koniec marca zamiast w Amsterdamie, będę we Frankfurcie 😀

  2. Słyszałam podobne opinie i chyba właśnie przez te negatywne, zrezygnowałam z całkiem taniego lotu- ale pewnie będzie jeszcze niejedna okazja, chociaż na szczycie listy do odwiedzenia, to Amsterdam się nie znajduje.
    Ale magnes śliczny! ;D

    P.S. Takie chmury na tych zdjęciach- nie zmokliście?

  3. Po zdjęciach i opisie chętnie odwiedzę je i zwiedzę nawet tak samo w trakcie przesiadki. Muszę poszukać lotów do Amsterdamu 🙂 Bardzo fajny blog.

Dodaj komentarz