Zima w górach – Ustroń, Wisła, Zakopane

Minęły Święta. W Wielkopolsce prędzej kaktusa na rowie by się odnalazło, niż oznaki zimy. Trochę tęskniłam za białym puchem, więc na spontanie pojechaliśmy poszukać zimy w górach. Objazdówka po Wiśle, Ustroniu i Zakopanem z noclegiem na Słowacji pozwoliła mi odkryć całkiem nowe, ciekawe miejsca. I zgadnijcie co? Zima tam była!
Ustroń
W Ustroniu wybraliśmy się do Leśnego Parku Niespodzianek. Ciekawe miejsce. Jest to połączenie parku i zoo, tylko ze zwierzętami leśnymi, jak sarny, dziki, zające, itp. Część zwierząt biega po parku na wolności, a część, jak np. żubry i dziki mają zagrody. Kupując bilet do parku, można dokupić karmę, którą karmi się zwierzęta z ręki. Sarny przychodzą i chętnie zjadają wszystko, co im się da, podobnie jak kozy, muflony, zające. W moim przypadku jedna bojowa sarna napadła mnie i ukradła całą karmę. No i zostałam sterroryzowana przez Bambi. Musiałam wyglądać pociesznie i pokracznie zarazem, zważywszy że bez problemu sarny były karmione przez dzieci, a ja nie podołałam temu zadaniu 😀 W parku jest też „pokaz” drapieżnych ptaków i sów. Można zobaczyć, jak poluje sokół, jak szybuje orzeł. Park czynny jest cały rok, w pobliżu są darmowe parkingi. Po aktualne godziny otwarcia i ceny klikajcie tutaj LEŚNY PARK NIESPODZIANEK.

 

 

 

 

 

 

 

 

Wisła
Wisła kojarzy mi się przed wszystkim z Adamem Małyszem i starym zdjęciem mamy, na którym to pozują z koleżanką przed skocznią. I to właśnie dla tej skoczni głównie tam pojechaliśmy. Na skocznię wjechaliśmy wyciągiem. O dziwo, nie umierałam na nim ze strachu, jak to zwykle ze mną i wyciągami bywa. Cóż, nie lubimy się. Podczas wjazdu robione jest pamiątkowe zdjęcie. Na górze można podziwiać skocznię w całej okazałości ze specjalnego tarasu, ale przygotujcie trochę kasy, bo wjazd ze zjazdem 10 zł/os.dorosła, wejście na taras 2 zł/ os., zdjęcie pamiątkowe zrobione podczas wjeżdżania na górę (to akurat sprawa indywidualna, czy chce się kupić, czy też nie) 10 zł/szt. Taras trochę mnie zawiódł. Mały, ciasny, brakowało przestrzeni, a  było nas wszystkich może z 10 osób. Jednak warto wejść, bo wtedy dokładnie widać, ile odwagi mają skoczkowie, wybijając się z progu i szybując daleko. W Wiśle powłóczyliśmy się trochę po centrum, zjedliśmy pyszny obiad w Karczmie u Karola i pojechaliśmy dalej. Mnie Wisła ani nie zachwyciła, ani nie mogę powiedzieć nic złego. W przeciwieństwie do Zakopanego, które wywołuje u mnie całą paletę emocji.

 

 

 

 

 

 

 

 

Zakopane
Ostatni przystanek na naszej trasie. Miasto, które z jednej strony kocham za położenie, te trasy w góry, widoki, za specyficzny klimat, za oscypki z żurawiną, a z drugiej strony po prostu nienawidzę za historię z końmi nad Morskim Okiem, za wszechobecny kicz made in China, za drożyznę i za tłumy ludzi, którzy jakby wyjęci z innej bajki nie wiedzą, że w górach robi się ciemno, że alkohol plus szlak to mieszanka wybuchowa, za to ich zachowanie, ale w sumie, czy temu winne same miasto? Jednak to tam spotkała nas najładniejsza zima na całej trasie, no nie licząc jeszcze Słowacji. Pełno śniegu, słońce, choinki pod śnieżną pierzyną – przepiękny widok. Nie jechałam, aby chodzić po górach. Wybraliśmy się tylko na Gubałówkę, bilet zabukowany przez internet oszczędził nam stania w ogromnej kolejce do kas i biletomatów. Wjechaliśmy kolejką, ale schodziliśmy już szlakiem. Na Kasprowy wjechać się nie udało. Nad Morskie Oko się nie wybraliśmy – zbyt mało czasu. Trochę żałuję, że nie zostaliśmy tam dłużej, ale wybór Zakopanego przed Sylwestrem, gdzie wszyscy przybyli zobaczyć Fonsiego i posłuchać jego Despasito nie był udanym pomysłem, więc my despasito pojechaliśmy dalej. Niemniej jednak, zobaczcie, jak piękna, polska zima w górach.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz