Szrenica zdobyta … wyciągiem

Po Śnieżce (1602 m n.p.m.) przyszedł czas na Szrenicę (1362 m n.p.m.) i poszłam na łatwiznę – wyciąg. Nie żebym zdobywaniem góry w zimie przerażona była, ale po prostu nie miałam czasu. Czas zmora etatowca, któremu się urlop kończy, a droga do domu daleka. Z drugiej strony Szrenicę pieszo już zdobyłam, więc spróbowałam czegoś innego.

Skorzystałam z wyciągów Sudety Lift przy ulicy Turystycznej w Szklarskiej Porębie. Koszt takiej przyjemności, a więc wjazd i zjazd (w każdym przypadku dwa etapy) to 45,00 zł/os. Cała procedura wygląda tak: kupuje się bilet turystyczny w kasie na wjazd i zjazd – tę samą kasę okupują też narciarze, potem bilecik przykłada się do bramki i hop na dwuosobowe krzesełka i jedziemy do końca stacji Szrenica I, schodzimy, znów bilecik kasujemy i na krzesełka (oblodzone jak diabli, więc odmrożenia czterech literek w gratisie) do końca stacji Szrenica II, a potem już kawałek pod górkę na nogach i Szrenica w całej okazałości jest już nasza. Powrót to powtórka z historii.  

Wyciąg Szrenica I jeszcze był okupowany, w większości przez narciarzy, ale już Szrenica II pusty, praktycznie jechaliśmy tylko my. Warto było wydać te pieniądze, bo widok z góry, z wyciągu wspaniały…

Podobnie było z samym szczytem. Tylko my, mała grupa snowbordzistów i przestrzeń, pustka, śnieg, mróz, cisza. O dziwo nawet mocno nie wiało, a specyficzny, rzekłabym nawet mroczny klimat dodawały pojawiające się i znikające szare kłęby chmur. Raz niebo było niewinnie białe, by już po paru sekundach stać się szaro – granatowe, walczące z przebijającymi mizernie promieniami słońca…

Tutaj klik dla porównania Szrenica wiosną, pieszo zdobywana, choć śnieżnych przygód wtedy też nie brakowało.

5 komentarzy

  1. To jest prawdziwa zima, zazdroszczę! 🙂
    PS. Proszę o wybaczenie, że tak rzadko zaglądam na Wasze blogi ze względu na moją dzidzię. Ale pamiętam o Was wszystkich i często zaglądam, choć nie zawsze zostawiam komentarz! Buziaki, pozdrawiam! :* 🙂

Dodaj komentarz